12 lutego 2010 roku uczniowie klasy Ia wraz z opiekunami: panią Małgorzatą Mazur oraz panią Sylwią Wolańską udali się na podbój lasu. Nie! To nie była zwykła wycieczka, mająca na celu oglądnie drzew. Wręcz przeciwnie. Mało kto zwracał na nie uwagę (no chyba, że konie, obgryzające ze smakiem korę i gałęzie).
My natomiast mieliśmy o wiele ciekawsze zajęcie, co prawda cicho nie było, a my wyglądaliśmy jak małe (no… już nie takie małe ;] ) bałwanki. To za sprawą spadania z sanek i lądowania w śniegu, który przyklejał się na kurtkach, spodniach i wszędzie tam, gdzie tylko mógł.
Bo przecież jakie wydarzenie może wywołać tyle śmiechu i emocji, co kulig, który postanowiliśmy zorganizować, by choć na chwilę przerwać naukę i nieco wcześniej przejść w stan dwutygodniowego odpoczynku.
Postaram się troszkę przybliżyć przedpołudnie spędzone przez naszą klasę na kuligu. Otóż o godzinie 9:30 znaleźliśmy się na miejscu, z którego po ogromnej bitwie na śnieżki, oczywiście z udziałem pań, wyruszyliśmy do lasu. Była to gratka, gdyż para pięknych koni ciągnęła sznur sań po grubej pierzynie śniegu.
Dotarliśmy w miejsce rozpalenia ogniska. Chwilkę się ogrzaliśmy i pierwsza grupa pomknęła w nieznane, oczywiście zaliczając „glebę” na pierwszym, lepszym zakręcie, ale uznajmy to za normalne, bo niektórzy, utalentowani, potrafili spaść nawet z nieporuszających się sanek.
Ciekawe kto był rekordzistą i zlatywał najczęściej?
Było świetnie i nie obyło się bez udziwnień. Ręce do góry można podnosić, ale nogi? Albo udawać kolejne, dziewiąte sanki… Kto by pomyślał! Sprytniejszym zaś przypomniało się, że śnieg może posłużyć jako bardzo dobry środek komunikacji, wystarczy przecież trafić kogoś śniegową kulką, a już wie, że coś od niego chcemy. Oczywiście przerodziło się to w kolejną, nie mniejszą niż poprzednia bitwę, przysparzającą wiele radości. Niejeden z nas oberwał też „śniegową chmurą”, czyli po prostu sypkim śniegiem, który często okazywał się skuteczną bronią. Po skończonej zabawie zmęczeni i mokrzy wróciliśmy do ogniska, aby się ogrzać i upiec kiełbaski i napić gorącej herbaty z termosów.
Około godziny 13:00 cali i zdrowi udaliśmy się w drogę powrotną.
Wyjazd naprawdę się udał, nawet pogoda sprawiła nam miłą niespodziankę. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni i cieszymy się z tak mile rozpoczętych ferii.
Myślę, że zorganizowanie kuligu było bardzo dobrym pomysłem i na pewno postaramy się, aby podobne atrakcje zdarzały się częściej. Jestem pewna, iż jest on kolejną cegiełką dołożoną do naszych niezapomnianych szkolnych chwil, a doświadczenia, których zebraliśmy sporo, jeszcze kiedyś nam się przydadzą.
Ola Grochalska Ia






